VIII MIĘDZYNARODOWY MOTOCYKLOWY RAJD KATYŃSKI
30.08.2008 (sobota) – 14.09.2008 (niedziela)

TRASA
29 sierpnia (piątek)
po południu zbieramy się w Świątyni Opatrzności Bożej w Wilanowie, tam rozstawiamy namioty. O godzinie 17:00 kolacja i odprawa, podział na grupy.
30.08.2008 (sobota)
godz.10:00 uroczystość rozpoczęcia VIII Motocyklowego Rajdu Katyńskiego przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Organizuje KG Policji i Garnizon Warszawski Wojska Polskiego.
godz.11:00 start: Warszawa – Suchowola (250 km)
11:10 kwiaty pod pomnikiem Piłsudskiego.
11:20 Złożenie wieńca przed pomnikiem katyńskim na Pl. Zamkowym.
11:35 Złożenie wieńca pod pomnikiem ks. Skorupki
13:00 Spotkanie z mieszkańcami Ostrowi Mazowieckiej i władzami, złożenie wieńca pod pomnikiem Piłsudskiego.
14:30 odjazd do Suchowoli
17:00 Jesteśmy gośćmi Suchowoli, uroczyste przywitanie i spotkanie z mieszkańcami. Wieczorem ognisko nauka wspólnego śpiewania.
31.08.2008 (niedziela) Suchowola – Wilno (402 km)
10:00 - Przekroczenie granicy polsko-litewskiej w Ogrodnikach
Kopciowo – złożenie wieńca na grobie Emilii Plater
Koniuchy – złożenie wieńca w zamordowanej wiosce
01.09.2008 (poniedziałek) Wilno (druga noc w Wilnie)
9:00 Rossa, - złożenie wieńca na Grobie Matki i Serca Syna.
11:00 Ostra Brama - Msza Św.
13:00 Mieszagola - Księdzu Józefowi Obrembskiemu - plakietka - 103 lat
Wizyty w polskich szkołach oraz w Powiewiórkach i w Zułowie
17:00 obiad – siostry od Aniołów
19:00 Ponary – złożenie wieńca w miejscu zbrodni niemieckiej i ochotników litewskich.
wieczorny spacer po Starówce
02.09.2008 (wtorek) Wilno – Miory 276 km (granica Litewsko/Białoruska)
03.09.2008 (środa) Miory (druga noc w Miorach)
Zwiedzanie okolicy, Rzeka Dzisna była rzeką graniczną pomiędzy Polską a ZSRR, groby żołnierzy polskich z 1920r., polskie kościoły, spotkania z Polakami.
04.09.2008 (czwartek) Miory – Katyń 309 km (granica Białorusko/Rosyjska)
Wieczorna wizyta na Cmentarzu Wojennym, zapalenie zniczy.
05.09.2008 (piątek) Katyń (druga noc w Katyniu)
Spotkania z młodzieżą polską i w szkole rosyjskiej
Wieczorna Msza Św. i złożenie wieńców na Cmentarzu Wojennym polski i prawosławnym.
06.09.2008 (sobota) Katyń - Moskwa 422 km
Wieczorny spacet po Arbacie
07.09.2008 (niedziela) Moskwa - Kozielsk – Orel 416 km
Wizyta w Monastyrze- miejscu uwięzienia Polskich Oficerów, złożenie wieńca.
08.09.2008 (poniedziałek) Orel – Kijów (granica Rosyjsko/Ukraińska)
Bykownia - Msza Św. nad mogiłami żołnierzy polskich, złożenie wieńca, ognisko i nocne śpiewanie.
09.09.2008 (wtorek) Kijów – Berdyczów – Brahiłów 292 km
Berdyczow – spotkanie z młodzieżą szkolna. Wizyta w klasztorze Karmelitow Bosych.
Złożenie wieńca na grobie Polskich Żołnierzy poległych w 1920 roku w ciężkich walkach pod Mężyrowem. Wieczorne ognisko w poskiej wiosce – wspólne śpiewanie.
10.09.2008 (środa) Brahiłów - Bar - Kamieniec Podolski 116 km
Bar - złożenie wieńca na cmentarzu żołnierzy z 1920 roku, wizyta w Domu Polskim, spotkanie z Polakami, wspólne śpiewanie.
11.09.2008 (czwartek) Kamieniec Podolski (druga noc w Kamieńncu)
Zwiedzanie okolicy, Chocim, Okopy Św. Trójcy, Dniestr, polskie kościoły, spotkania z Polakami. Msza Św. w zrujnowanym Kościele w Okopach Św. Trójcy.
12.09.2008 (piątek) Kamieniec Pod. - Buczacz - Jazłowiec – Krzemieniec 351 km
Wizyta u ks. Ludwika Rutyny w Buczaczu.
Obiad u naszych Sióstr Jazłowieckich.
13.09.2008 (sobota) Krzemieniec – Podhorce - Lwów 178 km.
Wizyta w dworku Juliusza Słowackiego.
Złożenie wieńców na Cmentarzu Lyczakowskim na grobach Orląt, Konopnickiej, Ordona, Bełzy.
14.09.2008 (niedziela) Lwów – Żółkiew - Warszwa 378 km
Wizyta na Wzgórzach Wuleckich – miejscu zbrodni niemieckiej, gdzie zamordowano profesorów Uniwersytetu Jana Kazimierza wraz z rodzinami.
Wizyta w Żółkwi, złożenie wieńca na grobie Hetmana.
W Żółkwi przerwanie VIII Rajdu Katyńskiego – motocykliści z Polski północnej jadą na przejście w Hrebennem, z Polski południowej na Medykę lub Krościenko.
Wracamy do Warszawy, na Pl. Marszałka Piłsudskiego w sobotę, 4 października 2008, gdzie o godzinie 12:00 nastąpi uroczyste zakończenie Rajdu i rozdanie nagród.
dokumenty do pobrania:
deklaracja uczestnika
..::pobierz deklarację::..
wniosek wizowy
..::pobierz wniosek::..
pobierz wskazówki przy wypełnianiu wniosku wizowego
..::wskazówki: przy wypełnianiu wniosku:..
koszty paliwa
..::pobierz koszt_paliwa::..
SPRAWOZDANIE Z VIII-GO MIĘDZYNARODOWEGO MOTOCYKLOWEGO RAJDU KATYŃSKIEGO
30.08 - 14.09.2008r.
CEL RAJDU:
Złożenie hołdu Polskiemu Rycerstwu - Oficerom Wojska Polskiego, Policjantom, Żołnierzom KOP-u, Polskiej Inteligencji - pomordowanym przez komunistów i Niemców.
Złożenie hołdu żołnierzom Wojska Polskiego, poległym w walce "Za Wolność Naszą i Waszą".
UCZESTNICY:
W Rajdzie uczestniczyło 93 osoby, na 69 motocyklacu i 4 furgony towarowe. Uczestnikami byli motocykliści z całej Polski, o bardzo różnych zawodach. Było 2 pilotów LOT-u - kapitanów Boeinga 767, 2 księży, był zakonnik, był sędzia i murarz, rolnik i architekt, byli studenci. Najmłodszą uczestniczką Rajdu była 19 letnia studentka, Martyna Bolesta z Łosic. Śliczna Martynka została wybrana przez motocyklistów najmilszą uczestniczkom VIII Rajdu Katyńskiego. Najstarszymi uczestnikami byli: architekt z Jarosławia, 75-letni Pan Zbigniew Kirszak i małżeństwo - Państwo Kubiakowie. Pan Bogumił ma 74 lata, Pani Jolanta troszke mniej. Państwo Kubiakowie całą trasę, 6 tys kilometrow, przejechalo na motocyklu, będąc wszędzie na czas. Niezwykle twardzi ludzie. Patrzcie i uczcie się młodzieży.
W Rajdzie pojechał motocykliści z Kanady, Norwegii i z Anglii.
W Rajdzie pojechaly 2 dzielne dziewczyny na swoich motocyklach. Była to Grażyna Otola Pawlica, która już po raz drugi przejechała Rajd Katyński i Kasia Wróblewska. Kasia jechała na najcięższym motocyklu tegorocznego Rajdu, na nowym Suzuki Intruderze o pojemności 1800 cm i wadze 400 kg.
IPN wysłał furgon bagażowy, wypełniony książkami i przewodnika po Kresach Rzeczypospolitej, Pana dra Jerzego Kirszaka. Jego prelekcje były bezcenne.
W tegorocznym Rajdzie Katynskim ponad 70% motocyklistow jechalo po raz pierwszy. Wsrod nich znalazla sie nieliczna grupa zupelnie przypadkowych motocyklistow, ktorzy mieli klopoty z rannym wstawaniem, wizyty na cmentarzach ich nudzily, natomiast czuli sie dobrze przy wieczornych ogniskach. Z Rajdu zostal wykluczony Jerzy Kubrak z Bydgoszczy za picie wodki i wszczynanie awantury.
TRAGEDIA:
Podczas VIII Rajdu Katyńskiego, w rejonie Solecznik na Litwie, zdarzył się tragiczny w skutkach wypadek. W kolizji z samochodem zginął nasz Kolega Ryszard Pobikrowski. Ryszard jechał w VII Rajdzie Katyńskim i w rajdzie Jak Czarniecki do Poznania, a w tym rajdzie odprowadzał nas do granicy z Białorusią.
Przed Kijowem, w miejscowosci Browary miała miejsce jeszcze jedna kolizja, tym razem pomiedzy naszymi motocyklistami. Dzięki Bogu skończyło się na dwóch złamanych żebrach i ogólnych potłuczeniach.
TRASA RAJDU:
16 dniowa (6000 km.) Warszawa - Suchowola - Wilno - Miory - Szumielino - Orsza - Katyn - Miednoje - Moskwa - Kijow-Bykownia - Berdyczów - Brachilow - Bar - Kamieniec Podolski - Chocim - Okopy Sw. Trojcy - Jazlowiec - Kolodno - Lwow - Warszawa
Komandorem trasy był Pan Marek Nowak.
ROZPOCZĘCIE RAJDU:
Motocykliści zebrali się w dniu 29.08.2008 o godz. 16:00 w Ambasadzie Kanadyjskiej w Warszawie, gdzie byliśmy gośćmi Pani Diany Godard, dyplomatki kanadyjskiej, uczestniczki VII Rajdu Katyńskiego i Rajdu Jak Czarniecki do Poznania. Diana konczy swoja misje w Polsce i zaprosiła nas na pożegnanie, na pamiątke naszych wspólnych, mocnych przeżyc.
O 20:00 w Świątyni Opatrzności Bożej w Wilanowie odprawiona została Msza Św. i Apel przy grobie naszego Patrona Ks. Prałata Zdisława Peszkowskiego.
Start Rajdu odbył się w dniu 30.08.2007 r. o godzinie 10:00, na Pl. Marszałka Józefa Piłsudskiego, przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Uroczystość była przygotowana i przeprowadzona przez Komendę Główną Policji i Wojsko Polskie. W uroczystości udział wzięła orkiestra i asysta honorowa Wojska Polskiego. W uroczystości uczestniczyli Ks. Prymas Jozef Glemp, Prezydent RP Pan Ryszard Kaczorowski, przedstawiciele MON, Policji, UDSKIOR, Kombatanci, Rodziny Katyńskie i mieszkańcy Warszawy.
Meldunek złożył Komandor Trasy Marek Nowak Księdzu Prymasowi.
Kapitan Hieronim Pakulski, żołnierz AK i więzień Stalinogorska, wystrzałem z rewolweru dokonał honorowego startu.
ZŁOŻYLIśMY WIEŃCE:
w miejscach zbrodni komunistycznych, na cmentarzach w Katyniu, Miednoje, Kijowie - Bykowni. Odprawione zostały Msze Święte za pomordowanych.
Złożyliśmy również wieńce na sąsiednich cmentarzach, gdzie spoczywają obywatele byłego ZSRR - mordowani w równie okrutny sposób. W uroczystościach w Katyniu uczestniczyli przedstawiciele lokalnych władz, byl rowniez ksiadz prawoslawny.
Złożyliśmy wience w miejscach zbrodni niemieckich w Ponarach k. Wilna, w Borku Berezweckim -przy pomniku Polakow rozstrzelanych w 1942 roku, Nikolajewie - przy mogile kilku tysiecy Polakow i ofiar innej narodowosci rozstrzelanych przez Niemcow w 26.06.1941 i we Lwowie, na Wzgórzach Wuleckich.
Złożyliśmy wieńce na cmentarzach żołnierzy polskich poleglych w walce w 1920 roku w Dunilowiczach, Dokszycach, Glebokim, w Miorach, w Brachiłowie, i w Barze.
W Żółkwi, na grobie Hetmana Wielkiego Koronnego Stanisława Żółkiewskiego.
We Lwowie, na Cmentarzu Orląt Lwowskich, gdzie najmłodsi żołnierze Rzeczypospolitej w dniach 1 - 22 listopada 1918 roku walczyli i obronili polski Lwów.
Na grobie Marii Konopnickiej, Władysława Bełzy, pod pomnikiem Adama Mickiewicza we Lwowie.
Odwiedziliśmy polskie twierdze w Chocimiu, Okopach św. Trójcy, Kamieńcu Podolskim.
ZAINTERESOWANIE RAJDEM:
Rajd cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem na całej trasie. Duża grupa motocykli udekorowanych flagami Polski i Rosji a później Ukrainy, zwracała uwagę i zjednywała sympatię miejscowej ludności. Spotykaliśmy się z serdecznością na każdym kroku. Podczas całego Rajdu, podobnie jak i poprzednich, nie było ani jednego, wrogiego nam aktu.
SPOTKANIA:
Było ich wiele. W Wilnie, w Dunilowiczach, Dokszycach, w Glebokim, w Borku Berezweckim, w Miorach, Nikołajewie, Szumielinie, Orszy, w Brachiłowie, Barze, Kijowie-Bykowni, w Miednoje, w Smoleńsku, w i innych miejscach. Spotykaliśmy Polaków na cmentarzach. To były silne przeżycia. Były łzy.
Szczególnie wzruszające były spotkania z dziećmi.
W Smoleńsku i w Miednoje odwiedziliśmy sierocińce dzieci rosyjskich. Dzieci śpiewały i tańczyły, my woziliśmy je motocyklami i obdarowaliśmy zabawkami i slodyczami. Radości było co niemiara. Dyrektor sierocińca w Miednoje, podobnie jak w Smoleńsku, prosił: nie omijajcie nas, przyjeżdżajcie za rok, popatrzcie ile radości sprawiliście tym biednym dzieciom.
WŁADZE:
Odnotowaliśmy dużą życzliwość władz na całej trasie Rajdu. Na terytorium Ukrainy częściowo, a na Białorusi zawsze, towarzyszyły nam eskorty policji, ułatwiając i znacznie przyspieszając przejazd.
Przejścia graniczne przekraczaliśmy sprawnie, poza kolejnością. Dotychczasowe klopoty przy wjezdzie na terytorium Rosji, gdzie zdarzyło się nam stać już 11 godzin przy 50 motocyklach, mamy za sobą, tym razem, podobnie jak i w roku ubiegłym, poszło sprawnie. 70 motocykli, 4 furgony i jeden samochód osobowy odprawialiśmy w 4 godziny.
To dzięki pomocy MSZ Polski i Rosji i Pana Jerzego Bahra, Ambasadora RP w Moskwie.
Bardzo pomocne były polskie konsulaty. Pan Konsul Krzysztof Świderek z Mińska i Pan Konsul Grzegorz Opalinski z Kijowa, byli niezwykle pomocni w trudnych dla nas chwilach. Obaj Panowie i ich wspolpracownicy wlozyl wiele serca w przygotowanie i przeprowadzenie Rajdu.
MEDIA:
Gadzinowe media (obce w polskim jezyku) jak zwykle nas nie dostrzegaja. Niewiele rozni sie TVP oplacana przeciez przez podatnika. Cała nadzieja w polskich katolickich mediach. Z VIII Rajdem Katynskim jechala TV TRWAM.
Natomiast poza granicami Polski, podobnie jak w latach ubiegłych, obserwowaliśmy duże zainteresowanie mediów. Udzieliliśmy wielu wywiadów dla prasy, radia i TV.
DARY:
Podczas Rajdu miały miejsce dwie niezwykłe uroczystości. W Miorach i w Szumielinie na Białorusi zostały odsłonięte i poświęcone dwa pomniki Jana Pawła II, ufundowane przez nasze Stowarzyszenie, jako dar polskich motocyklistów dla katolików Białorusi: Polaków i Białorusinów. Było bardzo uroczyście. Tłumy mieszkańców, chory. Pomniki poświęcił ordynariusz Diecezji Witebskiej Ks. Bp Władysław Blin.
VIII Rajd Katyński poprzedziliśmy jak zwykle zbiórką darów dla Polaków pozostałych na dawnych Kresach Rzeczypospolitej. Były to przede wszystkim książki: dzieła Sienkiewicza, Mickiewicza, Słowackiego, Norwida oraz wiele innych, podręczniki szkolne do nauki j. polskiego i historii, zeszyty, sprzet sportowy także słodycze, zabawki, koszulki, długopisy itp. Zawieźliśmy 150 par butów.
Proszę pamiętać, że na ziemiach tych przez dziesiątki lat polskość była tępiona, za polskość strzelano, wywożono na Syberię. Pozostały tam zrujnowane cmentarze, pałace również często w ruinie i ciągle jeszcze ludzie - Polacy kochający Polskę. I to dla nich spotkania z rodakami i książka polska są bezcenne.
Następujące instytucje i osoby prywatne bezinteresownie użyczyły nam cztery furgony bagażowe, którymi mogliśmy przewieść dary:
1. Komenda Główna Policji
2. Pan Marek Mróz
3. Stowarzyszenie Expatria
4. IPN
WNIOSKI:
VIII Rajd Katyński zakończył się pełnym sukcesem. Osiągnęliśmy wszystkie wyznaczone cele. Nawiązaliśmy wiele nowych przyjaźni. Wszystkie spotkania były wzruszające, a zwłaszcza z Polakami. Były łzy. Zapraszają nas, chcą nas gościć. Odniosłem wrażenie, że jesteśmy im potrzebni, ale Oni nam również ze swoim umiłowaniem Polski.
Warszawa, 29 wrzesień 2008 rok
Prezes Stowarzyszenia
Wiktor Węgrzyn
OPINIE
Gdy jedzie z nami pilot
Barbara Gruszka-Zych
To jest lot. Na odległość 6 tys. kilometrów. I to nie dlatego, że jadą z nimi dwaj piloci "boeingów". Rajdowcy "lecą" na Wschód na swoich "hondach", "suzuki", "yamahach", "kawasaki" z biało-czerwonymi flagami i napisem na kamizelkach "Kocham Polskę i ty ją kochaj".
Te chorągiewki brudzą się w miarę przybywających kilometrów VIII Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego. A w kolejnych odwiedzanych krajach dochodzą do nich nowe - litewska, białoruska, rosyjska, ukraińska.
- Nie róbcie mi zdjęcia, bo mama czyta "Gościa" i zobaczy jaki mam brudny motocykl - śmieje się Zbyszek Karcz z Niska, jadący na "hondzie goldwingu", trzeci raz na Rajdzie. To jeden z większych motocykli, waży 440 kg plus 80 kg bagażu.
- Możecie jechać wolniej, bo tu ciężarówka mi chlapie po butach - prosi kolegów ze swojej kilkunastoosobowej grupy. Rozmawiamy przez CB radio. Nasz fotoreporter Romek, który też jeździ na motocyklu przezornie do redakcyjnego "opla" wziął też ten sprzęt, który teraz się przydaje. Towarzyszymy Rajdowi na trasie. Dziś pokonujemy odcinek 422 km z Katynia do Tweru. Średnia prędkość - 100 km na godzinę, jazda w podgrupach, żeby nie tworzyć korków, rozsądne odstępy, zero brawury. A jednak prawie na początku rajdu zdarzył się śmiertelny wypadek. Pierwszy w jego ośmioletniej historii. Pod Wilnem zginął "odprowadzający" ich Cezary Ryszard Pobikrowski.
- To mógł być jeden z nas - mówi Zbigniew Kozłowski z Wołomina, jadący na "hondzie", trzeci raz na rajdzie. Dlatego w godzinie jego pogrzebu w kraju zatrzymujemy się na parkingu wśród rosyjskich pól i ks. Marek Doszko z Siennicy i ks. Roman Jurczak z Małej, nazywani przez motocyklistów ich kapelanami, odprawiają Mszę za duszę zmarłego. Rajdowcy na dwóch motocyklach opierają tylną półkę naszego samochodu, która zamienia się ołtarz. Choć okolica niezamieszkana, natychmiast zjawia się stara "łada" ze specjalnymi służbami, które akurat mnie szczegółowo wypytują skąd to religijne zgrupowanie.
- Batiuszka też na motorze? - nie dowierzają.
Zabawki i znicze
Międzynarodowy Motocyklowy Rajd Katyński wymyślił Wiktor Węgrzyn, dziś mieszkający między Warszawą i Chicago. W latach 70. wyemigrował do Stanów i właśnie w Chicago założył warsztat samochodowy. Potem zamknął z powodu choroby, ale nie zrezygnował z podróży, które lubił. Wrócił do pasji z młodości, czyli jazdy na motorze. Kiedy miał 6 lat pierwszy raz usłyszał o pogromie polskich oficerów w Katyniu. Ale w szkole nie dość, że nikt o tym nie mówił, to jeszcze było to zakazane. Dopiero w Stanach poznał polskich żołnierzy II wojny światowej, którzy uciekli z niewoli niemieckiej na Zachód. Bez ograniczeń opowiadali mu o Katyniu, wspólnie czcili rocznicę sowieckiej zbrodni. Ta historia dotyczyła także ich, bo tam zamordowano ich kolegów. Ale też i jego, przecież był Polakiem. Po powrocie do kraju postanowił uczcić pamięć pomordowanych na Wschodzie. Opowiedział o tym ks. Zdzisławowi Peszkowskiemu. Zdradził mu też, że lubi jeździć motocyklem. "Zbierz ludzi i pojedźcie na motocyklach do Katynia" - zaproponował ksiądz. Węgrzynowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Dał ogłoszenie do branżowej prasy, rozpuścił wieści wśród znajomych. Choć mówi, że to niezwiązane z rajdem, pewnie jakoś zainspirowała go równie widowiskowa, choć na mniejszą skalę, inicjatywa z Chicago. Tam George Waligóra, weteran wojny w Wietnamie, co roku organizuje przejazd motocyklistów przez Western - 40 km, główną ulicę miasta. Na koniec jego uczestnicy ofiarowują zabawki dzieciom z sierocińców. Na ten wschodni rajd Węgrzyn także zamierzał zabrać zabawki, książki dla dzieci z polskich rodzin i odwiedzanych po drodze sierocińców. Ale "bagaż" motocyklistów to przede wszystkim wieńce oraz znicze i pochodnie, które uczestnicy mieli zapalać w miejscach mordu na polskich oficerach i inteligencji na Wschodzie. "Chcesz jechać z taką hołotą, czyś ty zwariował?" - pukali się w głowę jego znajomi i politycy, kiedy opowiadał o przedsięwzięciu. Postawił jednak na motocyklistów. I nie pomylił się.
Bajkerzy na Uralach
Na pierwszy rajd zgłosiło się 40 chętnych. W tegorocznym bierze udział 93 na 70 motocyklach. Co prawda uczestnicy kilku rajdów mówią, że komandor Węgrzyn traktuje ich jak tata dzieci, poucza, upomina, że za przysłowiowe "dwie minuty" odjazd, jednak tak naprawdę są wdzięczni, że wymyślił taki "sposób" spędzenia urlopu - odkłamanie dotąd zafałszowanej historii.
- Katyń, Miednoje znałem z filmów, ale co innego dotknąć tej ziemi, tablic, wszystko w rzeczywistości wygląda inaczej - mówi Zbyszek Karcz. A poza tym liczą się ich wyrzeczenia. To prawie 80-osobowa rzesza mężczyzn i kilkanaście kobiet od lat 19 do 84. Nie słyszałam, żeby ktoś narzekał na niewygodę mieszkania pod namiotami, wczesne wstawanie, czekanie na granicach. (No, może tylko na zbyt ekspresowe tempo zwiedzania).
- Zamordowani oficerowie, policjanci, inteligenci nie przyjęli przed śmiercią sakramentów, nie byli u spowiedzi. Może ten nasz rajdowy trud, modlitwa, pomoże im przejść do nieba, jeśli na to czekają - podkreśla w homilii ks. Roman Jurczak. - Czto jeszczo można dla was sdiełać? (Jak mogę jeszcze wam pomóc?) - pyta podczas naszej rozmowy na obozowisku przy cmentarzu katyńskim Ludmiła Władimirowna Azarowa, starsza administratorka Memoriału Katyń. Z roku na rok coraz bardziej zaprzyjaźnia się z przyjeżdżającymi, gości ich, uczestniczy w rajdowej Mszy św. Jej 26-letni syn Aleksiej codziennie przywozi mamę do pracy i zna na wylot historię cmentarza katyńskiego. Ludmiła zawsze czeka na coroczny przyjazd rajdowców, bo to dla pracowników Memoriału i ich bliskich święto. Motocykliści witają i żegnają gospodarzy dźwiękiem klaksonów, jak przystało na zaprzyjaźnionych.
Już od przyjazdu na obozowisko w lesie katyńskim na rajdowców czekają znajomi z poprzednich rajdów - rosyjscy bajkerzy. Długowłosy Sasza wita szarmancko wszystkie panie: "Madame, dziękuję, że chciałaś do nas przyjechać". A mężczyzn po prostu ściska. Jego koledzy Władimir i Aleksiej chwalą się swoimi "uralami" (rosyjska marka motocykla).
- Twierdzą, że BMW są do nich podobne, nawet w tym ich kłamią, że ich rosyjskie "urale" były pierwsze - wyjaśnia Marek Mróz z Pruszkowa, siódmy raz na rajdzie. Cały czas obozowiczów pilnuje smoleńska milicja. Ale wieczorem nawiązują się międzynarodowe kontakty i pani milicjantka zwierza się rajdowcom, że nigdy nie wyjechała za granicę i chciałaby wybrać się do Polski.
Las bez ptaków
- Kiedy na Placu Piłsudskiego w Warszawie zaczynał się nasz rajd, niektórzy żegnający wręczali nam listy z nazwiskami bliskich pomordowanych na Wschodzie, przynosili też kwiaty i lampki z prośbą, żeby je tu zostawić - opowiada Andrzej Sobociński z Warszawy, po raz piąty na rajdzie. Rozbijamy namioty na małej polance w 100 hektarowym lesie katyńskim. Kilkaset metrów dalej zaczyna się teren otwartego w 2000 r. pierwszego międzynarodowego pomnika-cmentarza ofiar represji totalitarnych w Rosji. Tam rajdowcy idą zapalać znicze i składać kwiaty.
- To wielki, cichy las, do którego chyba nie dolatują ptaki, bo stale panuje tu cisza - mówi Zbyszek Kozłowski. Rzeczywiście, słychać tylko spadające szyszki i wrześniowe świerszcze. Na żeliwnej płycie za ołtarzem i z obu stron skarpy nazwiska uwiecznione drobnym druczkiem, jakby na maszynie do pisania jakiegoś enkawudzisty beznamiętnie rejestrującego tamtych skazanych. To tylko lista, ale za każdą inskrypcją kryje się nagle przerwane życie, o którym rajdowcy chcą pamiętać. Wieczorem po uroczystej Mszy św. z udziałem księży katolickich i duchownego prawosławnego, z zapalonymi pochodniami przechodzą przez cmentarz polski i rosyjski. W tym żarze aż boję się, że zapalą mi się włosy.
- Tu nie przyjeżdża wielu Polaków, to dla nas duża uroczystość - podkreśla o. Jacek Kuczmik, proboszcz katolicki ze Smoleńska. - Dzięki rajdowi mieszkający tu Polacy i Rosjanie poznają tamtą historię.
- Nie ma ziemi polskiej bez kawałka tej ziemi - uważa Danuta Mróz , drugi raz na rajdzie, razem z mężem Markiem, dealerem "yamachy. - Byłoby całkiem inaczej gdyby oni przeżyli, może w inny sposób potoczyłyby się losy wojny. Katyń powinien znajdować się na obowiązkowej trasie wycieczek szkolnych. Jej starszy syn Artur po raz pierwszy wybrał się na rajd z ojcem, gdy miał 19 lat. Potem był jeszcze trzy razy, teraz zastąpiła go mama. Zwierza się, że nocą, kiedy na polu namiotowym słyszy przejeżdżające pociągi, myśli, że to może tamte towarowe wagony pełne ludzi i przeszywa ją dreszcz.
- A ja czuję się bezpiecznie na tym kawałku naszej ziemi, choć w Rosji mam różne obawy - mówi jej mąż Marek. - Bo to taka polska placówka.
I razem z żoną zabierają stąd garstkę ziemi.
Nowy wujek Agnieszki
Andrzej Sobociński odkrył, że za katyńskim ołtarzem rośnie brzoza w kształcie litery V. Jego ojciec Władysław z Batalionu Wolnych Strzelców w 39. został internowany w Hrubieszowie, potem przeniesiony pod Lwów. Tam przez 18 tygodni, razem z 3 tys. mężczyzn, był internowany w kościele bez dachu. Jemu, 19-latkowi udało się uciec.
- Oni gdzieś tu spoczywają - wzrusza się. - Ojciec kazał mi spłacić dług ich pamięci. Zawsze też marzyłem, żeby jechać do Moskwy, pokonać te 1216 km - uśmiecha się. Tegoroczna trasa wiedzie przez Wilno, Miory, Orszę (na Białorusi rajdowcy ufundowali odsłonięty w tym roku pomnik Jana Pawla II) , Katyń, Miednoje, Moskwę, Kozielsk, Orel, Kijów, Berdyczów, Brahiłow, Bar, Kamieniec Podolski, Jazłowiec, Buchacz, Kołodno i Lwów.
- Jestem bez mała 60-latkiem i po 400 km jazdy dziennie mogę się czuć zmęczony - opowiada Sobociński. - Ale kiedy wracam do domu, znów myślę o rajdzie i zaczynam załatwiać formalności paszportowe.
Urzekają ich także spotkania z miejscowymi.
- Zwłaszcza na małych litewskich i białoruskich wioskach, gdzie przyjmują nas "czym chata bogata" - mówi Danuta Mróz. Liczą się też zawarte przyjaźnie, bo potem w "sprawdzonym" gronie można wybrać się na inne wspólne motocyklowe wypady. Także w maju na Jasną Górę.
- Myślałam, że pod przykrywką pielgrzymki do miejsc męczeństwa będzie wielkie picie, a okazuje się, że jest OK - mówi 19-letnia Martyna Bolesta spod Siedlec, najmłodsza uczestniczka rajdu, która jedzie jako "plecak", czyli pasażer, ze swoim tatą Maciejem.
- Wszyscy traktują to poważnie, nawet nocą chodzą po cmentarzu, rozmawiają o historii, są przejęci. Agnieszka Gajda, kosmetyczka z Brzeszczów pod Oświęcimiem wybrała się z mężem Mirkiem pierwszy raz. Chciała pojechać śladami swoich dziadków, pochodzących z Białorusi.
- Kiedy komandor zaczął nas przedstawiać i usłyszałam nazwisko Antoni Okulicz z Wilna od razu wiedziałam, że znalazłam rodzinę od strony mamy - opowiada przejęta. - Mieszkali na Białorusi i nigdy żeśmy się nie spotkali. Teraz mam nowego wujka i jestem szczęśliwa.
Kosmonauci z czarnego pola
W sobotę, o 5 rano, jeszcze w całkowitych ciemnościach zwijamy obozowisko w lesie katyńskim. Nikt nie narzeka, że tak wcześnie i nic nie widać. Po prostu zbieramy się w drogę. Ci, którzy uwinęli się szybciej, wyjeżdżają na motocyklach czekających przy namiotach. Niektórzy grzęzną w błocie po wczorajszym deszczu, ale zaraz koledzy biegną im pomóc. Tu obowiązuje solidarność - "dziś ja wspieram ciebie, jutro ty mnie". (Poprzedniego wieczoru pomagali w naprawie motocykla Mirka, w którym zerwał się pasek (coś takiego jak łańcuch), tyle, że aby go naprawić, trzeba rozebrać pół motoru.) Wreszcie wyjeżdżają poprzedzani warkotem silników. W blasku reflektorów migają ich kaski i widać potężne, poszerzone przez kombinezony sylwetki. Przypominają kosmonautów. Kiedy jadą grupą 70 motocykli aż faluje powietrze i wydaje się, że na tych swoich mało bezpiecznych dwukołowcach to oni są królami szos. Takie stado motocykli robi wrażenie. W Smoleńsku, przy trasie, którą kierują się do "Wisienki" - domu dziecka dla przewlekle chorych psychicznie i fizycznie podopiecznych, przystają grupy przechodniów i im machają. A na miejscu chore dzieciaki są uszczęśliwione. To wielka atrakcja - przejażdżka motocyklem z Polski. Jak mówią opiekunki i wychowawczynie, czekają na to cały rok wspominając przyjaciół. Z wdzięcznością śpiewają im przygotowane piosenki. Także tę: Zawsze niech będzie niebo, zawsze niech będzie słońce, zawsze niech będzie mama, zawsze niech będę ja. Tylko że one nie znają swoich mam. Potem odwiedzamy Dom Polski, gdzie miejscowi, w naszej obecności otrzymują "kartę Polaka". Kiedy sama w Smoleńsku wsiadam jako "plecak" na BMW Andrzeja Sobocińskiego czuję jaka to frajda w takim pędzie wymijać samochody i tramwaje.
- To tak jakbyś latała - tłumaczy Marek Mróz. - Czujesz na twarzy zapach wiatru, pól, traw, deszczu, a potem deszczu już nie czujesz - śmieje się. - To taka bezpośrednia łączność z przyrodą. A najbardziej kręcą mnie te przechyły.
Marek jeździ na motocyklu od 14 roku życia. Podobnie Andrzej Sobociński i Zbyszek Kozłowski. Zbyszek Karcz żartuje, że jeździł jeszcze przed urodzeniem, bo tata woził mamę na motorze. Tadeusz Hardt z Gdańska, pilot "boeingów" mówi, że zaczął jeździć na starość, dopiero od czterech lat. Na rajd wciągnął go jego siedmiokrotny uczestnik - Mirek, kolega z pracy. Loty na dalekich dystansach go wyczerpują.
- Taki lot jest długi i nudny, czyli bezpieczny, a po dotarciu człowiek nie może przyzwyczaić się do zmiany czasu i przez kilka dni czuje się zdekoncentrowany - zwierza się. - Motocykl to dla mnie relaks. Po paru dniach jazdy czuję się świetnie, dobrze sypiam.
Zwykle lata 10-11 tysięcy metrów nad ziemią. Podczas rajdu nie dzieli go od niej ani milimetr, a przecież czuje, że to właśnie prawdziwy odlot.
|
Przyjaciel Rajdu i Opiekun Strony WWW Magdalena i Andrzej Klesyk

|