TROCHĘ HISTORII

Golgota Wschodu-Katyń - jest wstrząsającym przykładem ludobójstwa, które trudno pojąć i usprawiedliwić. Jakich ludzi musiały ukształtować dwa totalitarne systemy XX wieku - nazizm i komunizm - skoro potrafili oni mordować w tak bezwzględny sposób? O okrucieństwach dokonanych przez Niemców w obozach koncentracyjnych mówiło się w Polsce od lat, ale w sprawie Katynia obowiązywało milczenie. Przez blisko 50 lat po II wojnie światowej świadomie zakłamywano historię, deformowano prawdę. Tragedia katyńska jest po wielekroć bolesna. Wielu polskich żołnierzy oddało życie podczas II wojny światowej, ale ginęli oni w walce. Ci, w Katyniu, umarli śmiercią męczeńską - rozstrzelani przez bezwzględnych funkcjonariuszy NKWD. W sowieckich obozach zamordowano ponad 20000 Polaków, których bezimienne ciała wrzucono do potężnych, zbiorowych grobów, układając szczątki zmarłych w kilka warstw. Naród nasz stracił ludzi wspaniałych, gotowych służyć ojczyźnie swoim życiem, ludzi należących do elity polskiej nauki i kultury - oficerów i podoficerów Wojska Polskiego, policji, profesorów, lekarzy, nauczycieli, artystów, prawników, księży - kapelanów wojskowych.


(...) umieszczono nas w skicie. Były to małe domki stojące przy murze monasteru, w których starzy mnichowie oczekiwali na śmierć (...). Przeniesiono nas do największej cerkwi. Było w niej co najmniej 600 oficerów (...).

Święta Bożego Narodzenia przeszły w obozie spokojnie. Ale zaraz po nich zabrano z Kozielska wszystkich księży - kapelanów. Nikt nie wiedział, gdzie. Już w styczniu, 1940 r. wyprowadzono z obozu pierwszą dwustuosobową grupę oficerów (...). Po kilkunastu dniach historia się powtórzyła. Powoli Kozielsk pustoszał. Tak trwało do końca (...).

W pierwszych dniach czerwca wyprowadzono nas z obozu (...). Załadowano nas do wagonu z zakratowanymi oknami. Pociąg ruszył. Po kilku godzinach stanął. Naprzeciw widniała nazwa stacji - Gniazdowo. Staliśmy na niej przez cały dzień. Wieczorem pociąg pojechał dalej. Zawieziono nas do obozu Pawliszczew - Bór. Kiedy tak czekaliśmy, jeden z kolegów odnalazł na ścianie wagonu napis: Jesteśmy w Gniazdowie. Mamy iść 15 kilometrów w las.

Nas to ominęło. Uniknęliśmy śmierci. Do dziś się zastanawiam - dlaczego? Myślę po prostu, że spóźniliśmy się do Katynia i na własną śmierć.

Rozstrzeliwania jeńców prowadzono na skalę masową. Egzekucje były wykonywane od kwietnia 1940 r. do połowy maja przez specjalną grupę NKWD. Wniosek o rozstrzelanie więźniów złożył Ławrientij Beria - ludowy komisarz spraw wewnętrznych. Ostateczną decyzję w tej sprawie podjęto 5 marca 1940 r. Pod rozkazem podpisali się: Stalin, Mołotow, Woroszyłow, Kaganowicz, Kalinin, Mikojan. Efektem bezwzględnej decyzji była śmierć kilkunastu tysięcy jeńców. A. Szelapin - przew. Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR, w tajnym raporcie z roku 1959 podaje następujące dane o ilości zamordowanych:

obóz w Kozielsku - rozstrzelano w lesie katyńskim 4421 osób,
obóz w Starobielsku - rozstrzelano pod Charkowem 3820 osób,
obóz w Ostaszkowie - rozstrzelano w Kalininie 6311 osób,
w innych obozach i więzieniach rozstrzelano 7305 osób.

Dotychczasowe obozy właściwie przestały istnieć. Powstał natomiast obóz Pawliszczew - Bór, do którego przewieziono niewielkie ilości jeńców z wszystkich wcześniej istniejących obozów. Ludzie ci w liczbie ok. 400 osób, ocaleli. Zostali uwolnieni na mocy umowy polsko - sowieckiej z 31 lipca 1941 r. Większość ocalałych w ten sposób żołnierzy wstąpiła do tworzonej w ZSRR armii Andersa. To właśnie relacje tych więźniów pozwoliły odtworzyć wydarzenia, które miały miejsce w obozach w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Przebieg zaś samej egzekucji nie został udokumentowany. Spośród jeńców nie przeżył bowiem żaden świadek. Zachowały się jedynie relacje złożone przez oprawców. Specjalistyczne badania zachowanych szczątków pomordowanych pozwoliły ustalić niektóre szczegóły tych tragicznych wydarzeń.

Eksterminacja polskich jeńców była szczegółowo zaplanowaną i dopracowaną zbrodnią. Ustalono, że przyczyną śmierci ofiar katyńskich był strzał w głowę (w kark ). Strzały zostały oddane z bezpośredniej bliskości w taki sposób, że broń dotykała celu, tj. skóry ofiary lub podniesionego kołnierza płaszcza. Broń przyłożona była tak, iż kula wystrzelona w kark przebijała czaszkę i wylatywała nieraz wbijając się w ciało leżącego już w grobie. Jak ustalono, w większości przypadków w czasie wykonywania wyroku, ofiary stały na brzegu lub klęczały w grobie. Wielu z zabitych przed śmiercią zostało spętanych liną grubości 3 - 4 mm . Niektóre ofiary miały też rany kłute od rosyjskich sztyletokształtnych bagnetów. Rodzaj i umiejscowienie ran dowodzą, że ofiary były pędzone na miejsce stracenia przy jednoczesnym zadawaniu im tortur fizycznych.

Teofil Dolata w roku 1942 wraz z niewielką grupą przyjaciół, natrafił w Katyniu na groby polskich oficerów. Tak relacjonuje tamto wydarzenie:

Krótko trwało i zobaczyliśmy polskie mundury (...). Wykopaliśmy zwłoki dwóch ludzi w stopniu majora i kapitana.
Widok makabryczny (...). Ręce ofiar związano na plecach: jedne sznurem, a drugie spinką metalową, z prymitywnego zrobioną drutu ...
Milczymy. Nie wiadomo, co powiedzieć, bo żadne słowo nie odda naszych myśli i tego, co czuje człowiek, gdy widzi s w o i c h tak bestialsko pomordowanych. Przeklinać oprawców? Ale które wybrać obelgi, żeby oddały naszą wściekłość i nienawiść?
Nie potrafię powiedzieć, dlaczego żaden z nas nie zapłakał...
W latach czterdziestych ludzie mieszkający nieopodal miejsc kaźni szeptali sobie w tajemnicy o okropnych rzeczach, które działy się w okolicznych lasach.
Ze strony polskiej oficjalne poszukiwania zaginionych oficerów rozpoczęto w 1941 r., gdy zaczęto formowanie armii Andersa. Bezpośrednio zajmował się tym rotmistrz Józef Czapski, ale niestety umiejętne uniki ze strony Sowietów nie pozwoliły dotrzeć do prawdy o polskich jeńcach.
Również gen. Sikorski kierował do Rosjan zapytania w tej sprawie, ale odpowiedzi nadal były niejasne.
13 kwietnia 1943 r. radio w Berlinie nadało wiadomość:

Ze Smoleńska donoszą, że miejscowa ludność wskazała władzom niemieckim miejsce tajnych egzekucji masowych, wykonywanych przez bolszewików i gdzie GPU wymordowało 10000 polskich oficerów.

15 kwietnia 1943 roku radio moskiewskie ogłosiło komunikat:

(...) oszczercy Goebbelsa rozpowszechnili podłe wymysły, utrzymując, iż władze sowieckie dokonały masowego rozstrzelania polskich oficerów wiosną 1940 roku w okolicy Smoleńska. Wynajdując tę potworność, szubrawcy niemiecko - faszystowscy nie wahają się przed najbardziej bezwstydnymi i nikczemnymi kłamstwami, starając się pokryć zbrodnie, które - jak to obecnie stało się oczywiste - dokonane były przez nich samych. W 1944 r. w prasie rosyjskiej ukazał się komunikat specjalnej Nadzwyczajnej Komisji Państwowej, która rzekomo ustaliła, iż w zbiorowych mogiłach są zakopani jeńcy wojenni - Polacy rozstrzelani przez okupantów niemieckich.
Takie informacje wprowadzały w błąd wiele osób. Bywało, że nawet rodziny zamordowanych obwiniały Niemców o popełnienie zbrodni na ich najbliższych. Przez wiele następnych lat próbowano ustalić prawdę. Najsmutniejsze jest to, że w powojennej historii Polski słowo Katyń objęto swoistą cenzurą. Prawdy nie można było jednak ukryć. Powtarzano ją wśród polskiego społeczeństwa.
Generał Władysław Anders rozgoryczony, że podczas procesu w Norymberdze nie poruszono sprawy katyńskiej, wypowiedział słowa:
Ofiary mordu katyńskiego, bezbronni jeńcy strzelani tysiącami przez swoich katów na krawędzi otwartych grobów, to byli nasi rodacy, towarzysze broni,..., bracia, synowie. Nie ma prawie Polaka, który by kogoś bliskiego w tych mogiłach nie stracił. Ujawnić tych morderców i domagać się dla nich kary, to moralny obowiązek przede wszystkim nas, Polaków.

Niepodważalne dowody katyńskiej zbrodni udało się zgromadzić dopiero na początku lat dziewięćdziesiątych. Wiele wyjaśniono, ale miniony czas i zła wola niektórych ludzi spowodowały, że liczne tajemnice związane z katyńską tragedią pozostaną na zawsze niewyjaśnione.

TWER (Federacja Rosyjska)
1931-90 występował pod nazwą Kalinin. Jest to portowe miasto obwodowe nad górną Wołgą (Rosja). W marcu i kwietniu 1940 w siedzibie NKWD bestialsko zamordowano polskich jeńców z obozu w Ostaszkowie. Byli wśród nich oficerowie WP i KOP, urzędnicy państwowi, księża, funkcjonariusze policji i żandarmerii. Pogrzebano ich w grobach masowych w Miednoje.

CHARKÓW (Ukraina)
Miasto obwodowe na Ukrainie. W 1940 w Charkowie zostali straceni przez NKWD oficerowie polscy z obozu jenieckiego w Starobielsku. Pochowano ich w masowych grobach w pobliżu osiedla Piatichatki.

KATYŃ (Federacja Rosyjska)
W III-IV 1940 w pobliskim lesie NKWD zamordowało ok. 4,4 tys. polskich oficerów i jeńców wojennych z obozu w Kozielsku. Zbrodnię ujawniły w kwietniu 1943 niemieckie władze okupacyjne, które natychmiast wykorzystały ją do celów propagandowych. W niedługim czasie Niemcy wystąpili o przeprowadzenie badań przez komisję prawno-medyczną Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Tymczasem rząd ZSRR o jej dokonanie oskarżył Niemców, a polskie starania o jej wyjaśnienie wykorzystał do zerwania 26 IV 1943 stosunków dyplomatycznych z rządem RP na uchodźstwie. W 1991 dokonano ekshumacji w miejscach pochowania ofiar z udziałem polskich przedstawicieli. Od 1994 kontynuacja ekshumacji ofiar i przygotowania do budowy cmentarza wojskowego.


ZBRODNIA KATYŃSKA

Zbrodnia Katyńska 1940 r.: kilka pytań i odpowiedzi.

Czym jest Zbrodnia Katyńska ?
Zbrodnia Katyńska to rozstrzelanie ponad 14 tysięcy polskich jeńców wojennych i blisko 7 i pół tysiąca cywilnych więźniów (razem ponad 21 tysięcy osób), dokonane wiosną 1940 r. na polecenie najwyższych władz Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich (ZSRS). Za zbrodnię tę odpowiada zatem państwo sowieckie jako takie: jego funkcjonariusze - państwowi i partyjni - nakazali wymordowanie Polaków, oni też ją wykonali. Nazwa Zbrodni pochodzi od miejscowości Katyń koło Smoleńska, gdzie odnaleziono pierwsze groby zamordowanych.

Dlaczego rozstrzelanie 21 tysięcy Polaków jest zbrodnią ?
Po pierwsze, dlatego, że jej ofiarą padli bezbronni jeńcy wojenni, których prawo międzynarodowe zabraniało mordować. Po drugie, dlatego, że cywilni więźniowie nie popełnili żadnych przestępstw przeciwko Związkowi Sowieckiemu, wobec czego skazanie ich na śmierć było bezprawiem i zbrodnią.

Jakiego rodzaju zbrodnię stanowi Mord w Katyniu ?
Jest to jednocześnie zbrodnia ludobójstwa (bo wymordowano członków określonej grupy narodowej), zbrodnia wojenna (bo jej ofiarą padli jeńcy wojenni) i zbrodnia przeciwko ludzkości (bo cywilnych więźniów zamordowano z przyczyn politycznych - w oparciu o bezpodstawne oskarżenia).

W jakich okolicznościach jeńcy polscy znaleźli się w niewoli sowieckiej ?
Niejednokrotnie zapomina się, szczególnie w Rosji, że II wojna światowa nie zaczęła się 22 czerwca 1941 roku, kiedy to Hitler napadł na Związek Sowiecki. Stało się to dwa lata wcześniej, 1 września 1939 r., kiedy to Hitler uderzył na Polskę. W tym czasie Związek Sowiecki, o czym też niechętnie się pamięta, i trudno się dziwić, rzecz to bowiem mało chlubna - był sojusznikiem III Rzeszy. Po okresie wzajemnej nienawiści w latach trzydziestych, ku zdumieniu światowej opinii publicznej, a nawet części komunistów, bolszewicka Rosja i nazistowskie Niemcy w ciągu zalewie kilku miesięcy 1939 roku porzuciły wrogość i stały się politycznymi partnerami. Można zadać pytanie: dlaczego? Przecież wszystko te państwa od siebie odpychało. To prawda. Ale była jedna rzecz wspólna: żądza podbojów w Europie środkowo - Wschodniej. I to ona przeważyła. Na ołtarzu terytorialnej ekspansji złożono i ideologię, i układy podpisane z innymi państwami, w tym także układ o nieagresji, 1932 roku pomiędzy Związkiem Sowieckim a Polską. Proces zbliżenia agresywnych mocarstw został przypieczętowany 23 sierpnia 1939 r. w Moskwie, kiedy to ZSRR i Rzesza Niemiecka podpisały układ o nieagresji, znany całemu światu jako pakt Ribentopp - Mołotow. Zawierał on tajny protokół, w którym obaj partnerzy przewidzieli likwidację i podział państwa polskiego. Chociaż Hitler uderzył na Polskę pierwszy, a Związek Sowiecki przyłączył się do napaści dopiero 17 września 1939 r., dopuścił się wobec państwa polskiego takiego samego aktu agresji, jak hitlerowskie Niemcy. Nie mogą tego zmienić tłumaczenia, że państwo polskie "rozpadło się", albo też, że przekraczając polską granicę Związek Sowiecki "zabezpieczał" swoje zachodnie rubieże przed niebezpieczeństwem niemieckim. Związek Sowiecki nie miał prawa ogłaszać rozpadu państwa polskiego, tak samo jak nie miał prawa - pod żadnym pozorem - przekraczać polskiej granicy państwowej. Równie dobrze Wielka Brytania, po początkowych sukcesach Hitlera w 1941 r., mogłaby "ogłosić" rozpad Związku Sowieckiego. Oczywiście w starciu z potężnymi przeciwnikami, Związkiem Sowieckim i Rzeszą Niemiecką, Polska musiała ulec. Los żołnierzy, walczących w jej obronie był różny. Tysiące zginęło, części udało się wydostać za granicę, pozostali trafili do niewoli niemieckiej, albo sowieckiej. Trzeba tu powiedzieć jeszcze jedną rzecz. Zarówno Niemcy, jak i żołnierze Armii Czerwonej, dopuszczali się na żołnierzach Wojska Polskiego ohydnych zbrodni. Nie negują tego nawet źródła sowieckie. Oto kilka cytatów z raportów Armii Czerwonej o tych strasznych wydarzeniach :
"Dnia 27 września po starciu z wojskami polskimi wzięto do niewoli piętnastu żołnierzy. Na rozkaz starszego lejtnanta ze 146 pułku strzeleckiego, Bułgakowa, działającego w porozumieniu ze starszym politrukiem Kandiurinem, jeńcy zostali ustawieni w szereg i rozstrzelani z działa."
"Dnia 21 września szef Oddziału Specjalnego 2 Korpusu Kawalerii, Kobierniuk, rozstrzelał bez sądu dziesięciu policjantów w obecności prokuratora wojskowego 2 Korpusu Kawalerii Iliczewa i przedstawiciela Trybunału Wojskowego Mielniczenki."
Raporty tego typu można by mnożyć.
Wróćmy do losu jeńców, którzy dostali się do niewoli sowieckiej. Łącznie było ich ponad 200 tysięcy, jednak chaos, towarzyszący działaniom wojennym (ucieczki, brak jasnych dyrektyw, których jeńców zatrzymywać) sprawił, że ostatecznie w rękach sowieckich pozostało około 125 tysięcy polskich jeńców wojennych.

Jaki był stosunek Sowietów do polskich jeńców wojennych ?
Gdyby chcieć określić ten stosunek jednym słowem, należałoby powiedzieć: niejednolity. Kim innym byli dla nich oficerowie i policjanci, kim innym - szeregowcy. Tych pierwszych uważano za element wrogi, tych drugich zaś za nieszkodliwych przedstawicieli "mas ludowych". Rezultat takiego nastawienia mógł być tylko jeden: "wrogów" zatrzymano w niewoli i ściśle strzeżono, szeregowych, jako "braci klasowych" - w większości zwolniono. Zatrzymaną część szeregowych postanowiono przejściowo wykorzystać do budowy dróg i pracy w kopalniach. W większości przeżyli i potem odzyskali wolność.

Gdzie przebywali zatrzymani oficerowie i policjanci ?
Zatrzymanych oficerów umieszczono w dwóch mniejszych obozach: w Kozielsku koło Smoleńska i w Starobielsku koło Charkowa. Policjantów osadzono w odrębnym, większym obozie, w Ostaszkowie koło dzisiejszego Tweru (a ówczesnego Kalinina).

Jak traktowani byli jeńcy ?
Oficerowie z obozów w Kozielsku i Starobielsku traktowani byli inaczej, niż policjanci z obozu w Ostaszkowie. Poddano ich tylko bardzo dokładnemu sprawdzeniu, badając ich życiorysy, a także nastroje. Dużo ostrzej potraktowano policjantów, postanawiając ukarać ich za działalność w przeszłości. W przekonaniu władz sowieckich dopuścili się oni różnych przestępstw, np. ścigając polskich komunistów. Kiedy procedura skazywania policjantów zaczęła nabierać rozmachu (kilkuset otrzymało wyroki paru lat obozów na Czukotce i Kamczatce) - została nagle wstrzymana. Pojawiła się nowa, radykalna koncepcja, by wszystkich bez wyjątku, czy to oficerów, czy policjantów - rozstrzelać. Mało tego, wraz z nimi należało rozstrzelać także 11 tysięcy obywateli polskich, których aresztowano i przetrzymywano w więzieniach na podbitych terenach Polski. Twórcą nowej koncepcji był osławiony Ławrentij Beria, szef NKWD, który na początku marca 1940 r. przedstawił ją do akceptacji Biuru Politycznemu partii bolszewickiej.

Skąd wzięła się koncepcja wymordowania jeńców i więźniów ?
Dokumenty wprost tego nie tłumaczą. Jednak biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności można przyjąć, że powodem pojawienia się nowej koncepcji była opinia, jaką po kilku miesiącach niewoli szefostwo NKWD wyrobiło sobie na temat jeńców - i to wszystkich. Okazało się, że niezależnie od tego, czy ludzie ci nosili mundury wojskowe, czy policyjne, myśleli tylko o jednym - walce o odbudowę wolnego państwa polskiego.

Uznano, że takie nastawienie jest niezwykle groźne. Związek Sowiecki nie po to wraz z Niemcami likwidował państwo polskie, by teraz tolerować ludzi, których jedyną myślą była nadzieja odrodzenia Polski Niepodległej. Ludzie ci w sposób oczywisty zagrażali sowieckim interesom. Należało ich unicestwić, by państwo polskie już nigdy powstało.

Jak dalej potoczył się bieg wypadków ?
Stalin i całe Biuro Polityczne uznali, że Beria ma rację, domagając się rozstrzelania Polaków. Już 5 marca 1940 roku formalnie wyrazili zgodę na projekt szefa NKWD, tym samym stając się współodpowiedzialnymi za zbrodnię. Zaczęły się przygotowania: tworzenie list śmierci, szykowanie transportów kolejowych itd. Sposób przeprowadzenia egzekucji jeńców trzech obozów nie był jednolity. Jeńców z obozu w Kozielsku przywieziono pociągami do lasu w Katyniu koło Smoleńska i tam pozbawiono życia, strzelając w tył głowy z pistoletów. Zwłoki grzebano w długich, uprzednio wykopanych dołach. Jeńców z obozów w Starobielsku i Ostaszkowie zamordowano - także strzałami w tył głowy - w budynkach Zarządów Obwodowych NKWD, odpowiednio: w Charkowie i Kalininie. Zamordowanych w Charkowie pogrzebano na miejscu (w strefie leśno - parkowej na przedmieściach), a w Kalininie - w nieodległej wsi Miednoje. Łącznie wymordowano ponad 15 tysięcy jeńców.

Jak przebiegała egzekucja osób cywilnych ?
O egzekucji cywilów prawie nic nie wiadomo. Prawdopodobnie ludzi tych przetransportowano z różnych więzień na terytorium Polski, w których się znajdowali, do więzień w Mińsku na Białorusi oraz trzech więzień na Ukrainie: w Kijowie, Charkowie i Chersoniu i tam zamordowano. Zwłoki rozstrzelanych w Kijowie pochowano najprawdopodobniej w podkijowskiej wsi Bykownia, a tych, których zabito w Mińsku - w pobliskiej wsi Kuropaty. Łącznie zamordowano blisko 7, 5 tysiąca cywilów, czyli nieco mniej, niż pierwotnie zamierzano. Trudno w to uwierzyć, ale przez pół wieku nikt nie wiedział o wymordowaniu cywilów. Bo o tym, że tysiące oficerów i policjantów zaginęło w Rosji wiedziano już w 1941 r. Po odkryciu grobów w Katyniu w 1943 r., gdzie ich część się "odnalazła", nie żywiono już złudzeń, że pozostali żyją.

Jaki był stosunek władz ZSRR do Zbrodni Katyńskiej ?
Władze sowieckie konsekwentnie wypierały się udziału w wymordowaniu polskich oficerów i policjantów. Kiedy Rząd Polski w 1943 r., po odkryciu grobów w Katyniu i ogłoszeniu tego faktu przez Niemców, chciał wyjaśnić, kto dokonał mordu ZSRR zerwał z nim stosunki i oskarżył o kolaborację z Nazistami. Przez następne dziesięciolecia władze Związku Sowieckiego stały bezwzględnie na stanowisku, że Polaków zamordowali niemieccy faszyści. Za głoszenie innych poglądów szło się w tzw. bloku wschodnim do więzienia. Dopiero w 1990 r., za Gorbaczowa, przyznano, że odpowiedzialność za wymordowanie polskich jeńców wojennych w Lesie Katyńskim ponosi kierownictwo NKWD - Beria, Mierkułow i ich pomocnicy. Przyznano tym samym, że przez tyle lat kłamano.
Skoro wreszcie potwierdzono winę władz ZSRR za wymordowanie Polaków, dlaczego Zbrodnia Katyńska ciągle dzieli Rosję i Polskę ?
Przyczyną jest śledztwo, które w 1990 r. - na wyraźną prośbę strony polskiej - zostało wszczęte przez rosyjską prokuraturę wojskową w sprawie Zbrodni Katyńskiej. Początkowo prowadzono je wprost znakomicie: przeprowadzono ekshumacje w Charkowie i Miednoje, a współpraca ze stroną polską układała się doskonale. Potem jednak było już tylko gorzej. Rosyjska prokuratura w zupełnej tajemnicy nałożyła na materiały śledztwa klauzulę tajności i zamroziła współpracę z polskimi prokuratorami. Następnie zaczęła głosić pogląd, że wymordowanie blisko 22 tysięcy obywateli polskich, czyli Zbrodnia Katyńska, to zwykłe przestępstwo o charakterze kryminalnym. Wreszcie w 2004 r. umorzyła śledztwo, twierdząc, że ściganie owego "przestępstwa" nie ma uzasadnienia, uległo bowiem przedawnieniu.

Jaka była reakcja strony polskiej ?
Jeszcze w tym samym roku Polska wszczęła własne śledztwo w sprawie Zbrodni Katyńskiej. Polacy nie mogli się zgodzić na rosyjską kwalifikację prawną, która z ofiar represji politycznych, robiła kryminalistów. Strona polska uważa, że padli oni ofiarą zbrodni ludobójstwa, zbrodni wojennej i zbrodni przeciwko ludzkości. Władze Rosji negatywnie przyjęły decyzję o rozpoczęciu własnego śledztwa przez Polaków. Czego jednak mogły oczekiwać? Że Polska przyjmie kwalifikację prawną, naruszającą godność jej obywateli i jawnie nieprawdziwą? Przecież Polaków zabijali nie bandyci, a funkcjonariusze państwowi na służbie, realizujący, jak napisano w jednym z dokumentów, "ważne zadanie państwowe".

Jakie są perspektywy, że Katyń przestanie dzielić Polaków i Rosjan ?
W dociekanie prawdy o Zbrodni Katyńskiej znowu wmieszała się polityka. Jeśli Rosja zrozumie, że Katyń to nie problem polityczny, a prawny i moralny, droga do wznowienia dialogu stanie otworem.

Sławomir Kalbarczyk

Fragmenty wywiadu z Józefem Mackiewiczem "Katyń - zbrodnia bez sądu i kary", które ukazały się w "Gońcu Codziennym"

Na miejsce zbrodni w Katyniu, nad otwarte mogiły polskich oficerów, Józef Mackiewicz przyjechał 21 maja 1943 roku wraz z wysłaną tam przez Niemców grupą polskich robotników i trzema dziennikarzami z krajów neutralnych i okupowanych. Swoją relację przedstawił 3 czerwca 1943 roku w wydawanym w Wilnie przez niemieckich okupantów "Gońcu Codziennym". Tekst tego wywiadu (z drobnymi skrótami) przytaczam za: Józef Mackiewicz, "Katyń - zbrodnia bez sądu i kary", w opracowaniu Jacka Trznadla, Wydawnictwo ANTYK Marcin Dybowski, Warszawa 1997

WIDZIAŁEM NA WŁASNE OCZY

Pierwsze pytanie jest najtrudniejsze i dlatego wypada trochę bezprzedmiotowo: Więc był pan tam? Oczywiście wiedzieliśmy, że był.

Tak jest. Widziałem na własne oczy. (...)

Jest pan ciągle pod wrażeniem?

Nie wiem, czy podobna to nazwać "wrażeniem". Wrażenie zyskuje się raczej na skutek jakiegoś, najczęściej pojedynczego zdarzenia czy faktu, w sobie ograniczonego. Smoleńsk, który widziałem, Katyń, zbrodnie, trupy, ruiny, bolszewizm, który sam przeszedłem, i listy, listy dzieci do swych ojców, zaczynające się od słów: "Kochany Tatusiu" czy "Kochany Ojczulku", wydobywane dziś ze stosów sprasowanych, cuchnących ciał, z tej mazi śmierci lub na wpół zasuszonych mundurów polskich... Tak, wszystko to razem wytwarza jakby długi łańcuch asocjacji, myśli, refleksji, zapadających głęboko w duszę. Nie nazwałbym tego wrażeniem. To raczej przeżycie.

Czy mógłby pan zatem przedstawić nam w kolejności obrazy, jakie rzuciły się panu w oczy tam, w Katyniu?

(...) Był chłodny dzień i nad Smoleńsk, od strony frontu, ciągnęły szkwałowe chmury, zlewając deszczem okoliczne ruiny domów. Jechaliśmy do Katynia pośród tych ruin, zwalisk żelaza, wypalonych wozów i wagonów, sterczących sztab żelaznych i łóżek żelaznych, tkwiących jeszcze w rumowiskach. Ludzie obyci twierdzili, że jest to pogoda najodpowiedniejsza. Zimno i deszcz, wiatr rozpędza swąd trupi, no i nie ma much. Można zatem wytrzymać. W pewnym miejscu szosa przekracza szyny kolejowe i biegnie wśród wyrębów. "Tu - powiedział ktoś - zaczyna się ta Golgota"(...)
Lasek katyński nie jest duży. Obejmuje kilka hektarów. Dziś wjazd do niego strzeżony jest przez wartę, szlaban i tablicę z odpowiednim napisem. Droga gruntowa w głąb wyślizgana gumami samochodów. Stąd już tylko kilkanaście kroków. Przy wyjściu z auta uderza nas wnętrze lasu, odpowiadającego strefie naszego klimatu, a więc takiego samego jak nasz, wileński, gdy się składa z młodych sosenek, brzózek, mchu i świeżej, wiosennej trawy. Ale nie pachnie tam ani wilgotnym mchem, ani igliwiem. Przytłacza ohydnie cuchnący, słodkawy, lepki swąd trupi. Był on pomimo zimna i wiatru tak dotkliwy, że cofnąłem się odruchowo o krok w tył i właśnie wtedy nastąpiłem na przedmiot, który się ugiął pod nogą. Była to czapka oficera polskiego o ciemnozielonym otoku naszej artylerii. Podniosłem ją i odłożyłem na dywanik rosnących w tym miejscu nieśmiertelników. Może zakrawa to trochę na patos, że zwróciłem uwagę na rosnące kwiatki...

Proszę, proszę, niech pan opowiada dalej.

A więc podłoże lasu w tym miejscu wygląda brzydko. Wygląda po prostu tak, jak powiedzmy, podmiejski lasek opuszczony przez majówki i wycieczkowiczów niechlujnych, którzy w niedzielę rozkładają się pod drzewami, a później pozostawiają po sobie odpadki, niedopałki, papiery, śmiecie. W Katyniu pomiędzy tymi śmieciami rosną nieśmiertelniki. Przy bliższym przyjrzeniu stajemy przykuci niezwykłym widokiem. Nie są to bowiem żadne śmiecie. Osiemdziesiąt ich procent stanowią pieniądze. Polskie papierowe banknoty złotowe, przeważnie wyższych emisji. Leżą niektóre w paczkach po sto, po pięćdziesiąt złotych, po dwadzieścia. Leżą pojedynczo i drobniejsze, wojennej emisji dwuzłotówki, w jednym wypadku widziałem czerwońce. Wyblakłe, oblazłe, przesiąkłe trupim odorem i cieczą trupów. Tuż obok cygarniczki drewniane, papierosy, strzępy sowieckich gazet, guziki z orłami, rękawiczki, kawałki mundurów, chustki do nosa, skórzane portmonetki... Wszystko to są rzeczy wydobyte z grobów. Dzieje się tak nie na skutek lekceważenia lub braku sumienności ze strony pracującej tu komisji Polskiego Czerwonego Krzyża, która przeciwnie, jak to opowiem dalej, z pełnym samozaparciem i poświęceniem pracuje nad zidentyfikowaniem pomordowanych i zachowaniem pozostałych po nich pamiątek. Dzieje się tak dlatego, że pomordowane tysiączne ofiary rzucane były do straszliwych dołów łącznie z całym ich osobistym życiowym balastem codzienności. Jest tego strasznie dużo, co każdy człowiek nosi przy sobie i czym wypycha kieszenie za życia, gdy się to mu wydaje ważne. Ale po śmierci ważne są tylko rzeczy niektóre. Dla komisji przede wszystkim wszystko, co służy do zidentyfikowania zwłok, jak legitymacje, listy, pamiętniki itd. Poza tym wszystkie przedmioty metalowe, nie ulegające psuciu, podlegające oczyszczeniu, mogące pozostać drogą relikwią dla rodziny. Wszystko inne, bezwartościowe, na wpół przegniłe, przesiąkłe na wieki już jadem rozkładu, usuwa się na razie na bok. I to leży. Leży teraz w postaci świadectwa, straszliwego, ponurego świadectwa, bezładnymi strzępami wśród drzewek lasu katyńskiego.

A właściwie groby, czy doły z trupami, znajdują się obok?

Tak, jest ich, a raczej było, siedem. W dwóch największych warstwa trupów sięgała dwunastu rzędów w głąb.

I pan to widział?

Czy widziałem! Straszliwy odór przyprawił mnie w pierwszej chwili o mdłości, zanim całym wysiłkiem woli zdołałem się opanować. Poszliśmy ścieżką usianą wydobytymi już rzędami trupów i tam, za grubą sosną, za wałem świeżo wykopanego piasku, spojrzałem w dół.

Straszne...

Straszne. Jeden, dwa, trzy trupy ludzkie robią już ciężkie i przygniatające wrażenie. Proszę sobie wyobrazić ich tysiące, tysiące, i wszystkie w mundurach oficerów polskich... Kwiat inteligencji, rycerstwo Narodu! Tworzą warstwy w głąb, warstwy ciał ludzkich jedne na drugich. W tej okropnej chwili przychodzi mi straszliwe porównanie ich do wielkiej skrzyni sardynek. Ułożone są jak sardynki, przekładane nawzajem to nogami, to głową, sprasowane, spłaszczone w trupim soku, który na dnie niektórych dołów ustaje się nieraz w postaci zielonej, martwej cieczy, nie odbijającej ani wierzchołków drzew, ani obłoków na niebie. Obnażyliśmy głowy i stali nieruchomo, jakieś ptaszki ćwierkały na sośnie. Deszcz akurat przestał padać, błogosławiony wiatr odegnał na przeciwną stronę grobu odurzający swąd. I nawet na chwilę wyjrzało słońce. Był to moment, którego nie zapomnę nigdy, bo promienie tego słońca padły i zabłysły nagle na złotym zębie czyichś tam, w głębi, na wpół otwartych ust. Odchyliłem głowę, by zmienić kąt odbicia i nie patrzeć na te słoneczne igraszki. W takich chwilach samo życie wydaje się cynizmem. Wiosna nad dołem splątanych nawzajem rąk, nóg, wykrzywionych twarzy, zlepionych włosów, oficerskich butów, strupieszałych mundurów, pasów. Pomyśleć sobie, że każda z tych pozycji leżących, skrzywienie kolana, odrzut głowy był ostatnim odruchem najwyższej męki, rozpaczy, strachu, bólu... czy ja wiem zresztą, jakich najgorszych odczuwań ludzkich.

Nie stawiali oporu?

Owszem, stawiali. Znaczna część skrępowana była sznurami, niektórzy pokłuci bagnetami. Tego dnia, gdy opuszczałem Katyń, wydobyto zwłoki, które tym się różniły od innych, że nie były strzelane tym stereotypowym strzałem w potylicę czaszki, jak to już powszechnie wiadomo, a wykazywały postrzał z tyłu między łopatki, przebite poza tym prawie na wylot bagnetem i kilkakrotnie jeszcze pokłute w różnych miejscach. Właśnie stawiających opór, jak to wykazały badania, krępowano. Widziałem ten charakterystyczny węzeł. Nie potrafię go powtórzyć, ale chodzi w nim głównie o to, że którąkolwiek bądź rękę poruszy delikwent, zaciska wszystkie więzy. Niektórym sznury założone były na szyi, w takim wypadku szarpnięcie skrępowaną ręką zaciskało jednocześnie pętlę na szyi i dusiło. Ostatni raport dr. Mariana Wodzińskiego, przesłany do centrali Polskiego Czerwonego Krzyża mówi, że 0,4 procent zwłok wykazało podwójny postrzał w potylicę, zaś 1,5 procent podwójny postrzał szyi. Kaliber jak wiadomo był zawsze ten sam 7,63, nie dający zresztą dużej detonacji. Również na kilka dni przed moim przybyciem dokonano wstrząsającego odkrycia, o którym doprawdy mówić można tylko przez zaciśnięte zęby: oto w jednym z dołów znaleziono warstwy oficerów, których kładziono żywcem twarzami na dół na poprzednio już zabite warstwy albo jeszcze drgające w konwulsjach przedśmiertnych, i strzelano ich w pozycji leżącej. (...)

Jak dokonywano tych zbrodni? To znaczy chodzi mi o techniczny po prostu przebieg. Przecieź tyle tysięcy oficerów...

Skąpych wiadomości udzielić mogą miejscowi mieszkańcy. Właśnie na skraju drogi, dalej od złego powietrza miejscowi robotnicy, Rosjanie, rozpalili ognisko. (...) Dym, zapach smolnego drzewa łagodził odór. Przy ognisku przyjemnie było posiedzieć. Zapaliliśmy papierosy. Naturalnie z ludzi tych nie jest łatwo cośkolwiek wydobyć. Ludzie sowieccy tym się różnią od innych, że najlepiej umieją milczeć i wartość milczenia ocenić. Taki to zawsze woli, żeby sąsiad mówił, a on sobie tymczasem trochę pomilczy. Nie są też przyzwyczajeni do formułowania jawnych sądów. Trzeba z nich wydobywać słowo po słowie. Z tych słów jednak mogłem wysnuć następujący bieg zdarzeń. W marcu, kwietniu roku 1940 na stację Gniezdowo koło Smoleńska, o 4 kilometry od Katynia, codziennie przybywał pociąg, złożony z trzech wagonów i parowozu. Z wagonów tych wyładowywano oficerów polskich. Wyładowywano do samochodów więziennych, znanych zarówno w Smoleńsku jak całej Rosji pod nazwą "czernyj woron" (czarny kruk). Samochody pochodziły ze Smoleńska, których tamtejsze NKWD posiadało cztery sztuki. Do Katynia chodziło ich trzy. Przodem jechała ciężarówka z rzeczami, za nią "czernyje worony", zaś karawanę zamykał samochód osobowy z urzędnikami NKWD. Ponieważ oficerowie przywożeni byli z rzeczami, wynika z tego, że do ostatniej chwili nie wiedzieli, co ich czeka. Po pewnym czasie auta zawracały na stację i w ten sposób kursowały cały dzień tam i z powrotem. Nazajutrz przychodziły nowe wagony, nowy transport. Ilu w ten sposób tracono dziennie, ustalić trudno. Obszar lasku katyńskiego od lat już znany był okolicznym mieszkańcom jako miejsce kaźni. Otoczony drutem kolczastym, obstawiony wartami, które krążyły z psami. Nikt się doń nie mógł zbliżyć i oczywiście każdy, kto zna stosunki sowieckie, rozumie, że nikt zbliżyć się nie miał ochoty, ani mówić, co tam się dzieje, ani szeptać, ani patrzeć, ani domyślać się, ani w ogóle myśleć nawet. To jest zupełnie zrozumiałe. Czego się spodziewali nasi oficerowie, jadąc w ten sposób te cztery krótkie kilometry, co czuli i przeczuwali, o czym między sobą mówili, możemy snuć tylko domysły, my wszyscy, zarówno ja i ci, którzy byli w Katyniu, jak panowie którzyście tam nie byli. Być może to najstraszniejsze, które rozegrało się później, które następowało natychmiast po przybyciu do lasku, zostanie ujawnione w przyszłości. Być może zezna ktoś z agentów NKWD, ktoś z wartowników, żołnierzy sowieckich wówczas obecnych, jak ginęli nasi oficerowie, ofiary bezbronne, jeńcy wojenni bez wojny. Z jakimi słowami na ustach, z jakim gestem, protestem, przerażeniem czy bohaterstwem. Zapewne byli tam różni ludzie i różnie się zachowywali. Życie i śmierć to sprawa arcyludzka. Tylko sposób, w jaki śmierć ta została zadana, pretekst i towarzyszące okoliczności są tak nieludzkie, że jakkolwiek zdarzać się mogą w historii wojen, historia... "pokoju" dotychczas ich nie znała.

Czy istnieje jeszcze jakakolwiek wątpliwość, że zabici w lesie katyńskim nie są oficerami polskimi?

Nie, wątpliwość taka nie istnieje.

A czy istnieje jakakolwiek wątpliwość, że zamordowani zostali nie przez bolszewików?

Nie. Ja osobiście nie mam najmniejszej wątpliwości, żadnej absolutnie wątpliwości, że zamordowani zostali właśnie przez bolszewików. Przekonałem się naocznie na miejscu zbrodni w Katyniu.

W jaki sposób się pan przekonał?

Poza już wymienionymi zeznaniami świadków, byłem obecny przy pracy wydobywania zwłok i następnej identyfikacji. (...) Tak jak wszystko w Katyniu widziałem również na własne oczy, jak się to robi.

Mianowicie...

Mianowicie robotnicy miejscowi wkraczają do dołów, w których spoczywają zabici, oddzielają pojedyncze zwłoki, często przy tym zmuszeni są je odrywać, tak bardzo spłaszczone i sprasowane są warstwy trupów. Układają je na nosze i niosą na wolną przestrzeń, gdzie zostają złożone na ziemi. Inna grupa robotników, pod ścisłym kierownictwem członków i funkcjonariuszów Polskiego Czerwonego Krzyża, wydobywa wszystko, co się przy zwłokach znajduje. Widziałem stan zwłok i stan mundurów. Gleba piaszczysto-gliniana sprzyja częściowo mumifikacji znanej w nauce pod nazwą "tłuszczowosk". Mundury są oczywiście sprasowane, zlepione, kleiste, bezbarwne. O odpinaniu guzików mowy być nie może. Operuje się nożami. Rozcina się więc kieszenie i kieszonki, nawet cholewy butów, aby wydobyć wszystko, co człowiek ten nosił przy sobie za życia. I oto nastaje chwila, w której niemy, ponury grób zaczyna przemawiać. Przed oczyma naszymi przesuwają się obrazy prywatnego życia i politycznego, i duchowego, i rodzinnego, i więziennego, i... no i tak dalej. Przy niektórych zwłokach znajdują się tylko drobne ułamki ich osobistych spraw. Przy niektórych liczne i nawet bardzo liczne wskazówki, które pomagają stwierdzić datę, historię ostatnich tygodni, nastroje, nazwiska, stan rodzinny, stopień wojskowy, zawód cywilny. Nie wstydźmy się powiedzieć, że z grobu tego, z cuchnącej zbrodni, o której pokoleniom zapomnieć nie będzie wolno, idzie ku nam człowiek już nieżywy, który kiedyś żył jak inni, cieszył się, cierpiał, marzył, pił, modlił, romansował, płakał, czytał, pisał, myślał, grał, miał wady i zalety. Na światło dnia tej wiosny wydobywane jest z grobu wszystko, co było jego: zgniecione zapałki, ostatnie nie wypalone papierosy, pieniądze, medaliki i legitymacje, ordery i portmonetki, książeczka do nabożeństwa obok gazety sowieckiej, świadectwa szczepienia w Kozielsku, pamiętnik i fotografie, a nade wszystko listy. Atrament i chemiczny ołówek najczęściej nie wytrzymują próby wilgotnego grobu. Natomiast świetnie zachowuje się pisane ołówkiem zwykłym i słowo drukowane. Oto proszę pana...
Pan Mackiewicz ma w tej chwili wyraz człowieka nad wyraz zmęczonego, gdy sięga po plik fotografii.
...oto proszę zobaczyć, jak się to robi, jak rozcina mundury, bada i sprawdza, segreguje rzeczy potrzebne od niepotrzebnych. A oto jeszcze dowód, bardzo przykry, bardzo cuchnący, ale cóż począć... Sięga teraz po paczkę, zawiniętą w ogromną ilość gazet. Rozwija. Z wolna w powietrzu zawisa swąd trupi. Jeszcze jeden papier, jeszcze jeden papier. Potem widzimy mały drewniany portcygar, w nim trzy dobrze zachowane papierosy. Obok guziki z orłami. Gazetę sowiecką z grudnia 1939 roku. Papierowe 2 złote. Kulę wyjętą z czaszki. Naramienniki majora z liczbą trzy i naramienniki kapitana. I tak mniej więcej wyglądają wszystkie te rzeczy tam, w Katyniu. Taki jest ich stan. Oto na przykład kładą na stole zwłoki o nieco podkurczonych nogach, z głową odrzuconą na bok, z czoła której zieje dziura wylotowa kuli. Władysław Bielecki. Kartka pocztowa doskonale zachowana. Stempel pocztowy wskazuje datę. Białystok 14 I 1940 r. W bocznej kieszeni "Głos Radziecki" z 29 marca 1940 r. Druk przebija wyraźnie poprzez lepką wilgoć: "Towarzysze. Idziemy ku lepszemu jutru. Przychodzą nowi ludzie, którzy naszą ojczyznę... Towarzysz Stalin..." no itd. Następny. List do Kozielska. Nazwisko nieczytelne. Książeczka do nabożeństwa. Portfel. Doktor Wodziński otwiera go i nagle na nas wszystkich, którzyśmy zbliżyli głowy, patrzy mokra, tak dziwnie wyraźna, kobieta, jasna, o dużych oczach, blondynka, z dzieckiem na ręku. Może ma na tej fotografii trochę niemodną i przydługą suknię, może się komuś wydać banalna... To jego żona z córeczką. Poszedł z nimi do grobu. (...)
Jest jeszcze inny punkt kulminacyjny, gdy oderwawszy wzrok od trupów pomordowanych ojców, skierujemy go na listy ich dzieci. Te, które miałem w ręku, wszystkie pisane były do Kozielska.
"Kochany Tatusiu. jesteśmy niespokojni, bo nie mamy wiadomości ani listu. Wysłaliśmy 100 rubli i paczkę, i rzeczy, o które Tatuś prosił. My jesteśmy zdrowi i na tym samym miejscu. Proszę się o nas nie bać. Gdy się zobaczymy... Podpisane: Twoja Stacha, 15 lutego 1940 r." "Drogi Ojczulku. Dziękuję Ci bardzo i życzę również zdrowia i wszystkiego, wszystkiego najlepszego. Do szkoły nie chodzę. Z powodu mrozów jest zamknięta. Na Hnidówce nie byliśmy bo daleko i mróz. Znaczki pocztowe zbieram..." Jakże ważna wydawała się ta wiadomość synka, która turkotała po szynach sowieckich kolei, zanim dosięgła ojca na niewiele dni przed jego straszliwą śmiercią: Tadzio zbiera znaczki. Tadzio wierzy: "...kiedy wrócisz" - pisze. Ten refren powtarza się ciągle: "gdy wrócisz", "jak będziemy razem" albo: "zobaczysz". "Tatuś zobaczy"... Nie!! nie zobaczył już nigdy! Dzieci są pełne zaufania. Wierzą w dobry koniec, w samo przez się zrozumiały powrót do domu. Przebija w nich taka doza wiary i tęsknoty, że czytając te listy, tam w Katyniu, nad przedziurawionymi czaszkami, jakaś gorzka ślina dusi w gardle. Tu mam jeszcze jeden, tak pełny miłości dziecinnej, tak tchnący z troską o los "najukochańszego Tatusia", a jednocześnie wiarą i otuchą, że nie ważę się go przytoczyć ani wymienić imienia. Mimo wszystko byłoby to świętokradztwem. List ten doszedł na krótko przed końcem. Widziałem na własne oczy, jak w stosie trupów wyglądał ten, do którego był adresowany. Złożył on to pismo dziecinne, pisane ołówkiem, wielkimi literami, skrupulatnie we czworo i schował w portfelu. Teraz dopiero go wydobyto z cuchnącego padołu. Ale nie zdaje mi się, żeby pisany był daremnie. Dziś już przeadresowany jest na imię Boga i wołać będzie o pomstę. (...)



POEZJA KATYŃSKA

Wstyd


Płacz
łzami całego świata
kiedy już wiesz o Katyniu
łzami
które nie znaczą twarzy
ale wstrząsają wnętrzem człowieka
sceny okrutne
straszne, niewyobrażalne.
Pochylam wzrok
wiedząc,
że zrobili to przecież ludzie tacy jak ja.

Piero Onifiani (tł. Adam Macedoński)

Guziki

Pamięci kapitana Edwarda Herberta

Tylko guziki nieugięte
przetrwały śmierć świadkowie zbrodni
z głębin wychodzą na powierzchnię
jedyny pomnik na ich grobie

są aby świadczyć Bóg policzy
i ulituje się nad nimi
lecz jak zmartwychwstać mają ciałem
kiedy są lepką cząstką ziemi

przeleciał ptak przepływa obłok
upada liść kiełkuje ślaz
i cisza jest na wysokościach
i dymi mgłą smoleński las

tylko guziki nieugięte
potężny głos zamilkłych chórów
tylko guziki nieugięte
guziki z płaszczy i mundurów

Zbigniew Herbert


Katyń

Ciśnie się do światła niczym warstwy skóry
Tłok patrzących twarzy spod ruchomej darni.
Spoglądają jedna znad drugiej - do góry -
Ale nie ma ruin. To nie gród wymarły.

Raz odkryte - krzyczą zatęchłymi usty,
Lecą sobie przez ręce wypróchniale w środku
W rów, co nigdy więcej nie będzie już pusty -
Ale nie ma krzyży. To nie groby przodków.

Sprzączki i guziki z orzełkiem ze rdzy,
po miskach czerepów - robaków gonitwy,
Zgniłe zdjęcia, pieczątki, mapy miast i wsi
Ale nie ma broni. To nie pole bitwy.

Może wszyscy byli na to samo chorzy?
Te same nad karkiem okrągłe urazy
Przez które do ziemi odpłynął dar boży -
Ale nie ma znaków, ze to grób zarazy.

Jeszcze rosną drzewa, które to widziały,
Jeszcze ziemia pamięta kształt buta, smak krwi.
Niebo zna język, w którym komendy padały,
Nim padły wystrzały, którymi wciąż brzmi.

Ale to świadkowie żywi - wiec stronniczy.
Zresztą, by ich słuchać - trzeba wejść do zony.
Na milczenie tych świadków może pan ich liczyć -
Pan powietrza i ziemi i drzew uwięzionych.

Oto świat bez śmierci. Świat śmierci bez mordu,
Świat mordu bez rozkazu, rozkazu bez głosu.
Świat głosu bez ciała i ciała bez Boga,
Świat Boga bez imienia, imienia - bez losu.

Jest tylko jedna taka świata strona,
Gdzie coś, co nie istnieje - wciąż o pomstę wola.
Gdzie już śmiechem nawet mogiła nie czczona,
Dół nieominięty - dla orła sokoła...

Jacek Kaczmarski

O pewnym brzasku w katyńskim lasku
Strzelali do nas Sowieci...
29.8.1985

Katyń

Tej nocy zgładzono wolność
W katyńskim lesie...
Zdradzieckim strzałem w czaszkę
Pokwitowano Wrzesień...
Związano do tyłu ręce,
By w obecności kata
Nie mogły się wznieść błagalnie
Do Boga i do świata.
Zakneblowano usta!
By w tej katyńskiej nocy
Nie mogły wołać o litość
Ni wezwać znikąd pomocy.
W podartym jenieckim płaszczu
Martwą do rowu zepchnięto
I zasypano ziemią
Krwią na wskroś przesiąkniętą.
By zmartwychwstać nie mogła,
Ni znaku dać o sobie
I na zawsze została
W leśnym katyńskim grobie.
Pod śmiertelnym całunem
Zwiędłych katyńskich liści,
By nikt się nie doszukał,
By nikt się nie domyślił.
Tej samotnej mogiły
Tych prochów i tych kości -
Świadectwa największej hańby
I największej podłości.
Tej nocy zgładzono prawdę
W katyńskim lesie
Bo nawet wiatr, choć był świadkiem
Po świecie jej nie rozniesie...
Bo tylko księżyc-Niemowa
Płynąc nad smutną mogiłą,
Mógłby zaświadczyć poświatą
Jak to naprawdę było...
Bo tylko świt, który wstawał
Na kształt różowej pochodni
Mógłby wyjawić światu
Sekret ponurej zbrodni...
Bo tylko drzewa nad grobem
Stojące niby gromnice
Mogłyby liści szelestem
Wyszumieć tę tajemnicę.
Bo tylko ta ziemia milcząca,
Kryjąca jenieckie ciała,
Wyznać okrutną prawdę
Mogłaby, gdyby umiała...
Tej nocy sprawiedliwość
Zgładzono w katyńskim lesie...
Bo która to już wiosna?
Która zima i jesień?
Minęły od tego czasu,
Od owych chwil straszliwych?
A sprawiedliwość milczy,
Nie ma jej widać wśród żywych.
Widać we wspólnym grobie
Legła przeszyta kulami -
Jak inni - z kneblem na ustach,
Z zawiązanymi oczami.
Bo jeśli jej nie zabrała,
Nie skryła katyńska gleba,
Gdy żywa - czemu nie woła,
Nie krzyczy o pomstę do nieba?
Czemu - jeżeli istnieje -
Nie wstrząśnie sumieniem świata?
Czemu nie tropi, nie ściga,
Nie sądzi, nie karze kata?
Zgładzono sprawiedliwość,
Prawdę i wolność zgładzono
Zdradziecko w smoleńskim lesie
Pod obcej nocy osłoną...

Dziś jeno ptaki smutku
W lesie zawodzą żałośnie,
Jak gdyby pamiętały
O tej katyńskiej wiośnie.
Jak gdyby wypatrywały
Wśród leśnego podszycia
Śladów jenieckiej śmierci,
Oznak byłego życia.
Czy spod dębowych liści
Albo sosnowych igiełek
Nie błyśnie szlif oficerski
Lub zardzewiały orzełek.
Strzęp zielonego munduru,
Kartka z notesu wydarta
Albo baretka spłowiała,
Pleśnią katyńską przeżarta.
I tylko pamięć została
Po tej katyńskiej nocy...
Pamięć nie dała się zgładzić,
Nie chciała ulec przemocy.
I woła o sprawiedliwość,
I prawdę po świecie niesie -
Prawdę o jeńców tysiącach
Zgładzonych w katyńskim lesie.

-Refren-
Feliks Konarski

O, kraju mój ...

Płynę do ciebie po nocy,
Kraju mój, śpiewny, uroczy,
Tam chmurki drżały z tkliwością
A wiatr kołysał serdecznie-
O kraju mój, tyś mą miłością
Wiecznie

Tam był nasz dom i olszyny,
Cerkiewka stara i młyny,
I bzy w liliowej poświecie,
O których pieśni mówiły,
Że najpiękniejsze są w świecie-
Bo były.

Tam - tajemnicze moczary,
I cmentarz, przy nim dąb stary,
I napoliński gościniec,
Zarosły czasu wikliną,
Mówiono o nim, że płynie ,
Bo płynął ...

Poeci przeszli tamtędy,
Zmienili ziemię w legendy,
Gdzie spojrzeć, tam wschodzą słowa,
Gdzie dotknąć, tam harfa jęknie,
O moja ziemio widmowa,
śnij pięknie.

Każdy skądś przecie pochodzi,
Ten z Krymu, ten z Walji, ten z Łodzi,
A ja pochodzą]ę odmłodu
Z białośpiewnego ogrodu,
Z doliny, olszyn i rzeki
Dalekiej.

Można mnie stamtąd wyrzucić,
Można mi kazać nie wrócić,
Można mnie z żywych wymazać,
Wygnać, przepędzić za płoty,
Ale jak można zakazać
Tęsknoty?

Nie martwy księżyc tam wraca,
To cień mój wodę ozłaca,
Nie woda w młynie tam szumie,
To żal mój śpiewa jak umie,
I woła gorzką pociechą,
Jak echo.

I płynę, płynę po nocy
Do ciebie, kraju uroczy.
Tam chmurki drżały z czułością,
A wiatr kołysał bezpiecznie-
O kraju mój, tyś mą miłością
Wiecznie.

Stanisław Baliński


Trzy powody

Nie idę z biegiem mody,
Na żadne jakieś ugody
Z żadnymi reżymieszkami.
Mam trzy ważne powody:

Raz, że jestem ze Lwowa.
Lwów - tak wmówiłem sobie-
Polega na mnie że mu
Do śmierci świństwa nie zrobię,

Że się nie będę bratał
Z żadną rodzinną szują,
Z tych co się Lwowa wyparły
I jeszcze zbójom dziękują

Za to, że nam go ukradli.
Czas mija, świat się kręci
Lwów jak "Titanic" tonie
W ciemnościach niepamięci

A cień zdaje się rosnąć,
Nie maleć lecz ogromnieć.
Im nie wolno pamiętać.
Nam nie wolno zapomnieć.

Tak mało nas zostało.
Każdy dzień nas wytraca,
Każda noc nas przerzedza
Ostatnia moja praca,

Ostatnie obowiązki
I ostatnie posługi
Nie przynieść Lwowi wstydu
To mój powód pierwszy. A drugi,

Że niezależnie od tego
Z jakiego pochodzę miasta
Ja w ogóle nie jestem
Polakiem od Króla Piasta,

Z krwi lechickiej, z przypadku
Nie z metrykalnych przyczyn.
Moja ambicja, że jestem
Polakiem ochotniczym,

Z zaciągu, nie z poboru.
Nie pamiętam od kiedy-
Od "Ojca zadżumionych"
Czy od "Lilli Wenedy"?
Czy od tej Alpuhary,
Z której Almanzor ocalał?
Od walki Ursusa z bykiem,
Gdy "amfiteatr oszalał"?

Od mojego pojedynku
Z Bohunem? Czy byłem zaczęty
Od mojej śmierci w ciele
Longina Podbipięty?

Mogłem urodzić się w Pińsku,
W Radomiu, czy w Leżajsku,
Mógłbym dziś Horacjusza
Przekładać po hebrajsku,

Mógłbym być Izraelu
Satyrycznym gwiazdorem-
W tym sęk, żebym nie mógł, bo jestem
Polakiem amatorem,

Z miłości od pierwszego
Wejrzenia, a nie z przymusu
Tym bardziej muszę strzec mego
Amatorskiego statusu.
Mnie sobie nie wolno na to
Z lekceważeniem beztroskim
Pozwolić, aby w moim
Paszporcie nansenowskim,

Aby w moim uchodźczym
Podróżnym dokumencie
Ubeccy milicjanci
Przybijali pieczęcie.

Gdy mi ubecki stempel
Twarz w paszporcie poplami-
Jakże ja stanę kiedyś
Przed mymi pradziadami,

Co powiem, gdy pytać będą
Z ironią i zgryzotą:
To na toś ty od nas odszedł?
By tak dać się strefnić? To po to?

Co ja o tym pomyślę,
I już dziś mnie strach obleci
I to mój drugi powód.
Ale mam jeszcze trzeci:

Jestem z zawodu poetą.
Kolegą nie byle duchów.
Nie komiwojażerem
I handełesem ciuchów.

Ja nikomu nie bronię
Patriotycznej fantazji.
Życie ludzkie jest krótkie,
Korzystajcie z okazji.

Póki jeszcze wymienny
Kurs funta korzystny taki,
Jedźcie na tanią wódę,
Na półdarmowe kociaki,

Na gościnne przyjęcia,
Oni was tam zabawią.
Sobie od gęb odejmą
A przed wami postawią.

Jedną, jeżeli mogę,
Dam wam tylko przestrogę:
Nie zabierajcie z sobą
Moich książek na drogę.

One tam same pojadą,
One tam trafią same-
Poprzez ręce celników,
Za mur, za kratę, za bramę,
Poza plecy cenzorów,
Nie ostatnie, nie pierwsze
Rymy, sonety, ody,
Fraszki moje i wiersze -
A ja już tu zostanę
Ja już się stąd nie ruszę.
Wasze życie jest krótkie
Moje życie jest dłuższe.

Marian Hemar


Hymn Polaków na obczyznie

Jedna jest Polska, jak Bóg jeden w niebie,
Wszystkie me siły jej składam w ofierze
Na całe życie, które wziąłem z Ciebie,
Cały do Ciebie, Ojczyzno, należę.

Twych wielkich mężów przykład doskonały,
Twych bohaterów wielbię święte kości,
Wierzę w Twą przyszłość pełną wielkiej chwały,
Potęgi, dobra i sprawiedliwości.

Wiem, że nie ucisk i chciwe podboje,
Lecz wolność ludów szła pod Twoim znakiem,
Ze nie ma dziejów piękniejszych niż Twoje
I większej chluby niźli być Polakiem.

Jestem jak żołnierz na wszystko gotowy
I jak w Ojczyźnie, tak i w obcym kraju
Czuwam i strzegę skarbu polskiej mowy,
Polskiego ducha, polskiego zwyczaju.
Z narodem polskim na zawsze związany
O każdej chwili to samo z nim czuję,
Do wspólnej wielkiej przyszłości wezwany
Wszystkim Polakom braterstwo ślubuję.

Lechoń Jan





































Przyjaciel Rajdu
i Opiekun Strony WWW
Magdalena i Andrzej
Klesyk
www.warszawska347.com



powrót do góry


Copyright 2003-2006. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.